Kilka rodzin z Wiatrowa, maÅ‚ej wsi w gminie Damnica, czuje siÄ™ oszukanych przez firmÄ™ „Sprints” z KoÅ›cierzyny. Za namowÄ… przedstawiciela tej firmy wstawili sobie nowe drzwi wejÅ›ciowe do domów. Gdy doszÅ‚o do pÅ‚acenia okazaÅ‚o siÄ™, że na umowach kredytowych widniejÄ… – jak twierdzÄ… mieszkaÅ„cy – dwa razy wyższe kwoty niż ustalano z nimi wczeÅ›niej.
Nieprawdziwe, ich zdaniem, były też dane dotyczące wykształcenia, statusu majątkowego oraz dochodów uzyskiwanych przez rodziny.
- Drzwi miaÅ‚y kosztować okoÅ‚o tysiÄ…ca zÅ‚otych – mówi Dorota Kutela. – Gdy dostaliÅ›my umowÄ™ okazaÅ‚o siÄ™, że mieliÅ›my zapÅ‚acić prawie 2 tysiÄ…ce. Nie mogliÅ›my już zrezygnować, bo stare drzwi zostaÅ‚y wyrwane i wstawiono nowe.
Identyczna sytuacja spotkaÅ‚a mieszkaÅ„ców ulicy LeÅ›nej w SÅ‚upsku. Tam kilkanaÅ›cie osób skusiÅ‚o siÄ™ na nowe drzwi wejÅ›ciowe (o sprawie pisaliÅ›my 9 października w „Dzienniku BaÅ‚tyckim”). Gdy otrzymali umowy, zakupy okazaÅ‚y siÄ™ o wiele droższe niż ich zapewniano. Kierownik firmy „Sprints” Robert Landowski, do którego udaÅ‚o nam siÄ™ dodzwonić powiedziaÅ‚, że każdy klient byÅ‚ dokÅ‚adnie powiadamiany, ile bÄ™dzie musiaÅ‚ zapÅ‚acić za nowe drzwi.
- Wszyscy podpisywali wÅ‚asnorÄ™cznie oÅ›wiadczenia, że wiedzÄ…, ile te drzwi kosztujÄ… i na ile rat bÄ™dzie rozÅ‚ożona spÅ‚ata – tÅ‚umaczy Landowski.
Więcej czytaj w serwisie NaszeMiasto.pl i w Dzienniku Słupskim
Autor artykułu: MARCIN KAMIŃSKI