Archive for September, 2006

IV liga. Czarni Czarne-Wierzyca Pelplin 1:3

Friday, September 22nd, 2006

Chociaż zespół gospodarzy wyszedł na boisko mocno osłabiony (bez Wnuka-Lipińskiego, Kasperowicza i Haziaka), trener Jerzy Marach nie krył nadziei na pokonanie rywala z “górnej półki”.
Ale różnicę w umiejętnościach piłkarzy było widać, co nie dziwi, bo przecież w drużynie gości aż roi się od nazwisk graczy z drugo- a nawet pierwszoligową przeszłością (grający trener Grzegorz Pawłuszek, Adrian Klimowicz, Andrzej Borowski). I to goście od początku mieli przewagę, a Czarni z rzadka odpowiadali niegroźnymi kontrami. Nadzieje kibiców gospodarzy wzrosły, gdy po około 20 minutach gra się wyrównała, a jej ukoronowaniem była główka Kamila Głuszaka w 30 minucie, obroniona przez bramkarza gości.
- Jak się nie wykorzystuje takich okazji, to się przegrywa – krótko ocenił tę sytuacje i cały mecz trener gospodarzy.
Kto wie, jak potoczyłyby się wtedy losy spotkania? Sprawdziło się jednak piłkarskie powiedzenie i ta nie wykorzystana sytuacja zemściła się już dwie minuty później, gdy silnym strzałem Pastuszka zdobył prowadzenie dla gości.
Druga połowa przebiegała podobnie do pierwszej. W 63 minucie Marek Chmielewski “zdjął” ręką piłkę znad głowy Andrzeja Borowskiego i sam “poszkodowany” zamienił karnego na drugą bramkę dla Wierzycy. Kibice rzecz jasna nie widzieli ręki, za to uwierzyli w sprawiedliwość, gdy już po chwili pięknym strzałem z półobrotu do bramki gości trafił Krystian Stanios, zdobywając swojego trzeciego gola w rozgrywkach.
Podopieczni Maracha na moment nabrali wiary w swoje umiejętności i od tego momentu Czarni znów byli równorzędnym partnerem dla gości, coraz groźniej kontrując. Doświadczona obrona Wierzycy potrafiła jednak powstrzymać poczynania miejscowych, a zamiast oczekiwanego wyrównania w 75 minucie na listę strzelców ponownie wpisał się Borowski, ustalając wynik meczu.
Zdaniem Grzegorza Pawłuszka jego drużyna miała zdecydowaną przewagę, czego dowodem była choćby liczba sytuacji bramkowych.
- Gdybyśmy byli bardziej skoncentrowani, zwycięstwo byłoby dużo wyższe – powiedział po meczu trener nowego lidera IV ligi.

Autor artykułu: pif

Piłka nożna. Okręgówka – zadyszka gnębi debrznian

Friday, September 22nd, 2006

Spore kłopoty z koncentracją w końcówkach spotkań ligowych mają najwyraźniej piłkarze debrzneńskiego MKS. Wprawdzie w Bruskowie Wielkim, gdzie grali z jedenastką Czarnych, prowadzili jedną bramką – nie udało im się jednak wywieźć trzech punktów. Skończyło się na remisie 2:2.
Jako pierwsi bramkę stracili debrznianie. W 37 minucie spotkania po ofensywnej akcji gospodarzy Rutyna, bramkarz MKS tak niefortunnie odbił piłkę, że jednemu z zawodników Czarnych udało się umieścić ją główką w siatce. 4 minuty później był już jednak remis. Po serii kilku podań piłka trafiła pod nogi Wegnera. Ten znajdując się w narożniku pola karnego uderzył mocno po ziemi i piłka wylądowała w bramce. Druga połowa spotkania rozpoczęła się od przewagi debrznian. Udało się ją udokumentować w 65 minucie spotkania. Kisełyczka podał piłkę ponad głowami obrońców do Wegnera.
Etatowy strzelec debrznian uderzył z woleja na tyle mocno, że bramkarz Czarnych nie miał szans na obronę. Debrznianie rządzili na boisku również przez kolejne 10 minut. Opadli nieco z sił w ostatnim kwadransie spotkania. Wówczas to inicjatywę przejęli gospodarze. Na osiem minut przed końcem doszło do zamieszania pod bramką Rutyny.
- Mam wątpliwości, czy to był faul czy ręka, w każdym razie sędzia podyktował rzut karny, a Królak z Bruskowa wykorzystał jedenastkę – mówi Sebastian Michno, prezes MKS. – Szkoda, bo po raz kolejny niepotrzebnie tracimy punkty, które w końcówce sezonu mogą być bardzo ważne. W meczu z Czarnymi byliśmy drużyną lepszą – w piłce jednak nikt nie przyznaje punktów za wrażenia artystyczne.
Przypomnijmy, że wcześniej MKS zremisował z Dębem Kusowo prowadząc w pewnym momencie 3:0 i ze Startem Łeba, gdy jedenastka z Debrzna prowadziła już 2:0.
- Naszym zawodnikom brakuje nieco zimnej krwi – dodaje Sebastian Michno. – Z drugiej strony kilku piłkarzy nie wytrzymuje kondycyjnie całych spotkań. Coś złego zaczyna się dziać około 75 minuty spotkania. Przed nami jednak mecz sezonu, czyli spotkanie z Gryfem Słupsk. O ile w kilku poprzednich spotkaniach nieco rozczarowaliśmy swoich kibiców – teraz zależy nam na tym aby pokazać się z jak najlepszej strony.
Po cenne zwycięstwo sięgnęli piłkarze Korala Dębnica, którzy na własnym boisku pokonali Iskrę Dretyń 2:1. W najbliższą niedzielę dębniczan czeka kolejne trudne spotkanie. Tym razem przeciwnikiem podopiecznych Zbigniewa Cyzmana będzie Pogoń Lębork. Piast Człuchów, który dobrze bronił się w Słupsku (porażkę z Gryfem 0:3 należy uznać za przyzwoity wynik), tym razem czeka wyjazd do Główczyc, gdzie człuchowianie zmierzą się z ostatnią drużyną w tabeli – Błękitnymi.

Autor artykułu:

Pucharowy sukces rodzi nadzieje

Wednesday, September 20th, 2006

Pucharowe zwycięstwo nad Piastem Gliwice 5:2 wyraźnie poprawiło nastroje piłkarzy Prokomu Arki Gdynia. Nic dziwnego, bo była to pierwsza w tym sezonie wygrana w meczu o stawkę. Teraz trzeba tylko pójść za ciosem i po raz pierwszy wygrać w lidze.
Autokarowa podróż ze Śląska trwała do środowego ranka. Piłkarze nie poszli jednak do domów, a o godzinie 8.30 udali się na trening regeneracyjny, a później skorzystali z dobrodziejstw odnowy biologicznej. Nikt jednak nie narzekał.
Szczególnie zadowoleni byli Grzegorz Niciński i Janusz Dziedzic, którzy bramkarza Piasta pokonali po dwa razy.
- Taki mecz potrzebny był całej drużynie, ale i mnie osobiście. Przecież napastnika rozlicza się ze zdobytych bramek, a ja w tym sezonie mogłem się tylko “pochwalić” nie wykorzystanymi sytuacjami podbramkowymi. Pełnia szczęścia będzie jednak dopiero wówczas, kiedy po raz pierwszy w tym sezonie wygramy także w ekstraklasie – powiedział Niciński.
- Zdobycie pierwszych bramek w oficjalnym meczu Arki musi cieszyć, podobnie jak awans w Pucharze Polski. W Gliwicach graliśmy naprawdę dobrze i po… koleżeńsku. Ja zaliczyłem asystę przy golu Grześka Nicińskiego, mnie drogę do bramki otworzyło podanie Bartka Ławy. Tak jednak powinno być w drużynie. Na pewno jesteśmy teraz w lepszych nastrojach. Pokazaliśmy, że stać nas na wygrywanie. Także w ekstraklasie, gdzie każdy może wygrać z każdym. Świadczy o tym chociażby pozycja lidera GKS Bełchatów. Nie, nie żałuję, że z Bełchatowa przeniosłem sie do Gdyni, bo sądzę, że i Arka zacznie wygrywać w lidze i piąć się w góre tabeli – optymistycznie stwierdził Dziedzic.
Nastroje w drużynie poprawiły się pewnie jeszcze bardziej, kiedy piłkarze Arki dowiedzieli się, że ich kolejnym pucharowym rywalem będzie – po sensacyjnym zwycięstwie 2:1 nad Legią Warszawa – III-ligowa Stal Sanok.
Dzisiaj piłkarze Arki odbędą normalny trening, a w Warszawie – na posiedzeniu Komisji Ligi Ekstraklasy S.A. – odbędzie się swoista dogrywka do spotkania Arka – Legia. Za burdy na stadionie gdynian czeka kara. Jaka? Miejmy nadzieje, że tylko finansowa, chociaż nie można wykluczyć także zamknięcie – dla publiczności – stadionu GOSiR na sobotni mecz z Zagłębiem Lubin.

Autor artykułu: (jaw)

59-latek porwał byłą konkubinę

Wednesday, September 20th, 2006

Policjanci z komisariatu w Wojkowicach zatrzymali 59-letniego mieszkańca Twardowic pod zarzutem uprowadzenia i bezprawnego pozbawienia wolności 42-letniej kobiety.

Kobieta była wcześniej konkubiną zatrzymanego, lecz doszło pomiędzy nimi do konfliktu na tle finansowym. Z relacji pokrzywdzonej wynika, że jej były konkubent posądzał ją o kradzież pieniędzy.

Wczoraj około 15.30 w miejscowości Siemonia sprawca zauważył swoją znajomą na ulicy, podjechał do niej samochodem i wciągnął kobietę do środka, blokując drzwi, by uniemożliwić ucieczkę. Swoją ofiarę zawiózł do domu w Twardowicach, zaprowadził na strych i przykuł łańcuchem za szyję i nogę do belki podtrzymującej strop. O zaginięciu kobiety policjantów z Wojkowic powiadomiła późnym wieczorem jej matka, którą tego dnia porwana miała odwiedzić.

Funkcjonariusze szybko zdobyli informację, że ze sprawą zaginięcia kobiety może mieć związek jej były konkubent. Około 23.00 zapukali do drzwi domu sprawcy. Gdy kobieta usłyszała ich rozmowę, zaczęła głośno wzywać pomocy. Policjanci uwolnili ofiarę i zatrzymali sprawcę uprowadzenia. Za pozbawienie wolności ze szczególnym udręczeniem może mu grozić do 10 lat więzienia.

Autor artykułu: www.policja.katowice.pl

Leśnik Cewice – Pogoń Lębork 1:4

Wednesday, September 20th, 2006

W niedzielne popołudnie doszło do derbowego meczu piłkarskiego na szczeblu piątej ligi. Pogoń Lębork wybrała się bowiem do pobliskich Cewic, by stoczyć bój o punkty z miejscowym Leśnikiem. Emocji nie brakowało.

Smaczku do meczu dodawał też fakt, że w zespole beniaminka nie brakuje zawodników, którzy niegdyś bronili barw lęborskiego zespołu – Marek Bibliw, Mariusz Mianowski czy Arkadiusz Hebel to tylko paru z nich. Dodatkowo trenerem cewickiego klubu jest Adam Mielewczyk, który również wcześniej miał angaż w Lęborku.

Przed meczem, po 6 kolejkach, Pogoń miała na swoim koncie pięć punktów, czyli o jeden mniej niż Leśnik. Na obiekcie stawiła się spora rzesza kibiców i to nie tylko miejscowych – zjawiło się też aż około 150 fanów z Lęborka. Derby powiatu zapowiadały się więc nadzwyczaj emocjonująco.

I rzeczywiście emocji nie brakowało. Iście letnia aura nie przeszkodziła zawodnikom obu jedenastek stworzyć dobrego widowiska. Już po kilku minutach gry prowadzenie objęli gospodarze, a autorem gola był Marek Mosór. Wśród miejscowych kibiców, odzianych w klubowe szale, zapanowała euforia, co spowodowało, że ich doping wzmógł się jeszcze bardziej. Swym piłkarzom postanowili też pomóc kibice Pogoni, którzy po krótkiej mobilizacji znacznie przekrzykiwali „rywali”. Ku ich uciesze niespełna trzy minuty po stracie bramki Pogoniści zdołali wyrównać. O strzał z około 25 metrów pokusił się Eliasz Iwosa, tor lotu piki błędnie obliczył bramkarz Leśnika i zrobiło się 1-1. Gra była bardzo zacięta z obu stron, żaden z piłkarzy nie odstawiał nogi, jednak w ich poczynaniach nie było brutalności. Wyrównanie stanu meczu dodało wiatru w żagle Lęborczanom, którzy nieco przejęli inicjatywę. Udokumentowaniem ich starań był gol Łukasza Kołodziejskiego w 20 minucie, który nie dał szans goalkiperowi gospodarzy w sytuacji sam na sam. Pogoń jednak nie odpuszczała. Mimo to, że pierwsza połowa więcej bramek już nie przyniosła, to sytuacje ku temu były wyśmienite pod obiema bramkami.
Na drugą część meczu gospodarze wyszli bardzo skoncentrowani i zmobilizowani, tak jak z resztą młody zespół Pogoni. Tempo meczu wciąż było wysokie. Już sześć minut po wznowieniu gry miejscowi kibice zamarli, ponieważ swą drugą bramkę w meczu strzelił Kołodziejski. Ci jednak, którzy uważali, że spotkanie jest już rozstrzygnięte, byli w wielkim błędzie. Piłkarzom Leśnika ani przez chwilę nie zabrakło nadziei na końcowy sukces. Atakowali z wiarą i rozmachem. Goście przewyższali jednak przeciwników spokojem i mądrością gry. Na trybunach natomiast panowała atmosfera prawdziwego święta. Fani obydwu teamów pomagali swym drużynom, raz po raz śpiewając klubowe pieśni. Świetnej okazji na zniwelowanie przewagi Pogonistów nie wykorzystał Marek Bibliw, niefortunnie pudłując z rzutu karnego. O dziwo, z biegiem czasu poziom spotkania nie opadał. Przez pełne 90 minut toczyła się walka, dla nikogo nie było straconych piłek, co rusz okazje bramkowe mieli jedni, jak i drudzy. To typowe dla derbów. Decydujący cios w 85 minucie zadał Łukasz Łapigrowski, pakując piłkę do pustej bramki z około 25 metrów. Wynik do końca meczu nie uległ już zmianie. Leśnik – Pogoń 1-4.

- Zawsze marzyłem o takim dopingu. Chciałbym w imieniu całego zespołu podziękować kibicom. My od siebie również zapewniamy, że z takim animuszem jak dziś będziemy walczyć w każdym meczu. Niewątpliwie to zwycięstwo mocno podbuduje nasze morale – powiedział Adam Pancerzyński, trener Pogoni Lębork

Po tym zwycięstwie lęborska Pogoń plasuje się na 10 miejscu w tabeli, z dorobkiem 8 punktów. Miejsce niżej z sześcioma oczkami zajmuje Leśnik Cewice. Długo oczekiwane zwycięstwo stało się faktem. Następne emocje piłkarskie już w najbliższą niedzielę w Lęborku. O godzinie 12.00 lęborski zespół pojedynkować się będzie z silnym w tym sezonie Koralem Dębnica.

Leśnik Cewice – Pogoń Lębork 1-4 (1-2)

1-0 M.Mosór 7’

1-1 E.Iwosa 9’

1-2 Ł.Kołodziejski 20’

1-3 Ł.Kołodziejski 51’

1-4 Ł.Łapigrowski 85’

Autor artykułu:

Zgoda Ruda Śląska – AZS AWFiS Gdańsk 23:22

Sunday, September 17th, 2006

Szczypiornistki AZS AWFiS Gdańsk poniosły pierwszą w tym sezonie porażkę. Akademiczki minimalnie przegrały wyjazdowy mecz ze Zgodą Ruda Śląska 22:23.
Wynik tego meczu otworzyła Anna Musiał i gdańszczanki prowadziły 1:0. Krótko, niestety, bo już w 5 minuty gry to gospodynie wygrywały 4:2. Remis na tablicy wyników (7:7) pojawił się ponownie w 13 minucie i od tego czasu aż do przerwy obie drużyny zdobywały bramki na zmianę, kończąc pierwszą część gry także remisem 15:15.
Drugą połowę znowu lepiej zaczęły gdańszczanki. Po bramkach Agnieszki Tydy i Musiał akademiczki prowadziły 17:15 i – jak się później okazało – była to ich najwyższa bramkowa przewaga w tym spotkaniu. Jeszcze na dziesięć minut przed końcem meczu podopieczne trenera Jerzego Cieplińskiego wygrywały 20:19, ale w kolejnych minutach straciły cztery bramki z rzędu, co pozwoliło Zgodzie w 57 min. wyjść na prowadzenie 23:20. Akademiczki jeszcze raz poderwały się do walki. Zdobyły dwie bramki i przy stanie 23:22 – na kilka sekund przed końcem spotkania – miały piłkę. Po dobrze rozegranym ataku twarzą w twarz z bramkarka Zgody Dorotą Krzemińską stanęła Musiał. Rzuciła celnie, ale Krzemińska zdołała odbić piłkę.
W gdańskim zespole na najwyższe noty w tym meczu zasłużyła bardzo dobrze broniąca przez całe 60 minut Małgorzata Sadowska. Niestety w swoich poczynaniach była osamotniona, bo koleżanki z pola popełniały za dużo błędów.
- Mając doskonałe wsparcie w bramkarce powinniśmy ten mecz wygrać. Niestety, za dużo błędów popełniliśmy w ataku, przez co narażaliśmy się na groźne kontry rywalek. Pyta pan dlaczego tak mało bramek padło po przerwie. Bo wspomniana już Sadowska broniła bardzo dobrze, a moje zawodniczki w ataku dokonywały cudów, aby… nie trafić do siatki – powiedział nam trener Ciepliński.

Zgoda Ruda Śląska – AZS AWFiS Gdańsk 23:22 (15:15)
AZS AWFiS: Sadowska – Chudzik 2 bramki, Szymańska, Tyda 4, Misiał 7, Serwa, Bołtromiuk 6, Koniuszaniec 1, Kulwińska, Wilamowska 2, Szwed, Mielczewska.
Najwięcej bramek dla Zgody: Liwa 5 i Pohrebniak 4.

Autor artykułu: Janusz Woźniak

Naprzód Janów – Energa Stoczniowiec Gdańsk 1:6

Sunday, September 17th, 2006

Hokeiści Energi Stoczniowiec Gdańsk po raz pierwszy w tym sezonie zasmakowali zwycięstwa. Gdańszczanie w wyjazdowym meczu pokonali Naprzód Janów 6:1.
Wygrana jednak łatwo im nie przyszła. Naprzód, rewelacja pierwszych spotkań ligi (pokonali mistrza kraju), postawił twarde warunki. Gdańszczanie, którzy początku sezonu do udanych zaliczyć nie mogą, od pierwszych sekund ruszyli jednak do ataku. Początkowo nie udawało się zamienić przewagi w bramkę. Ta przyszła dopiero w drugiej tercji, kiedy to krążek w bramce rywali umieścił Zdenek Jurasek. Ten sam zawodnik wpisał się na listę strzelców jeszcze raz i Stoczniowiec prowadził przewagą dwóch bramek. Pod koniec tej odsłony bramkarza Naprzodu pokonał Bartłomiej Wróbel i przed ostatnia częścią pojedynku Stocznia pewnie prowadziła.
Naprzód w ostatniej odsłonie nie rezygnował. Bramka w 50 minucie dała gospodarzom jeszcze nadzieję na korzystny wynik. Tą jednak szybko, bo sześćdziesiąt sekund po bramce Naprzodu, rozwiał Jurasek i prawie pewne było, że biało-niebiescy zdobędą w tym meczu trzy punkty. Na siedem minut przed końcem spotkania na 5:1 podwyższył Wojciech Jankowski. Stoczniowiec do końca kontrolował grę i stopniowo zdobywał większą przewagę. Na sześć minut przed ostatnią syreną bramkę strzelił Łukasz Zachariasz. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:1 dla gdańskiego Stoczniowca.

Naprzód Janów – Energa Stoczniowiec 1:6 (0:0, 1:3, 0:3)
Bramki: 0:1 Jurasek – Rompkowski (28), 0:2 Jurasek – Wróbel (34), 0:3 Wróbel – Skutchan – Hurtaj (38), 1:3 Koszowski – Mleko (50), 1:4 Jurasek – Zachariasz – Kostecki (51), 1:5 Jankowski – Hult (53), 1:6 Zachariasz – Jurasek (54)

Autor artykułu: Radosław Dunajski

Piotrkowianin Piotrków – MMTS Kwidzyn 27:26

Sunday, September 17th, 2006

Szczypiorniści MMTS Kwidzyn nie wygrali trzeciego ligowego meczu z rzędu. W Piotrkowie ulegli tamtejszemu Piotrkowianinowi 26:27 (15:11).
Kwidzynianie byli faworytami tego spotkania i jego pierwsza połowa to potwierdziła. Goście grali dobrze w obronie i mądrze w ataku, co wystarczyło by w ciągu 30 minut wypracować sobie czterobramkową przewagę.
Drugą połowę MMTS rozpoczął grając w przewadze, ale zamiast powiększyć różnicę bramkową, w trzy minuty stracił trzy gole.
- Wtedy gospodarze, którzy wcześniej niewiele mieli do powiedzenia, poczuli, że mogą ten mecz wygrać – mówi Robert Majdziński, menedżer MMTS.
Od tego momentu pojedynek stał się wyrównany, a jego losy ważyły się do ostatnich minut. W końcówce przy stanie 25:25 kwidzynianie zanotowali dwie straty (Jacek Wardziński i Daniel Urbanowicz), a dwie kontry Piotrkowianina zakończyły się bramkami.
- Szkoda straconych punktów, zreszta sami zawodnicy są źli, bo wiedzą, że trudno je będzie odrobić – mówi Majdziński.

Piotrkowianin – MMTS 27:26 (11:15)
MMTS: Suchowicz, Gawlik – Cieślak, Czertowicz, Janiszewski 2, Kawczyński 3, Krieger 2, Markuszewski 3, Mroczkowski 5, Urbanowicz 4, Peret, Wardziński 7. Kary: 8 min.

Autor artykułu: (RaV)

Prokom Trefl poznał rywali

Thursday, September 14th, 2006

Prokom Trefl Sopot zagra w sezonie 2006/2007 w grupie A Euroligi koszykarzy między innymi z trzecim zespołem Euroligi minionego sezonu TAU Ceramiką Vitoria i mistrzem Niemiec Rhein Energie Kolonia, debiutantem Euroligi mającym w składzie Marcina Gortata. Losowanie grup odbyło się w czwartek w Atenach.
Sopocki klub reprezentowali w Grecji prezes Kazimierz Wierzbicki, dyrektor Jacek Jakubowski i trener Eugeniusz Kijewski. Grupa A jest silna, a sopocianie po raz pierwszy w Eurolidze będą mieli okazję zagrać z zespołami TAU Ceramika Vitoria, La Mans Sarthe i Rhein Energie Kolonia. Pierwszy mecz przed własną publicznością Prokom zagra 1-2 listopada z francuskim Le Mans, a tydzień wcześniej zainauguruje rozgrywki wyjazdowym spotkaniem z Efesem Pilsen Stambuł.
Tuż po losowaniu rozmawialiśmy z trenerem Kijewskim.
- Losowanie miało bardzo uroczysty charakter, ale o tym, że mieliśmy w nim szczęście raczej trudno mówić – powiedział Kijewski. Poza tradycyjnie mocną TAU Ceramiką, wiemy, że bardzo wzmocnił się już i tak groźny zespół Olimpiakosu Pireus, bardzo silne są także ekipy Dynama Moskwa i Efesu Stambuł. Sądzę, że łatwiej byłoby nam grać w grupie B. Nie ma jednak co wybrzydzać na los i trzeba się bić z tymi rywalami, których mamy w grupie. Sądzę, że podstawowy cel, czyli awans do TOP 16 jest w naszym zasięgu – zakończył optymistycznie trener Kijewski.
Mecze pierwszej fazy rozgrywek rozpoczynają się 25-26 października, a zakończą się 1 lutego. Do drugiego etapu – TOP 16 awans wywalczy pięć najlepszych ekip z każdej z grup oraz jedna z szóstej pozycji z najlepszym bilansem zwycięstw.

Euroliga
Grupa A: Tau Ceramica Vitoria (Hiszpania), Olympiakos Pireus (Grecja), Efes Pilsen Stambuł (Turcja), Climamio Bolonia (Włochy), Dynamo Moskwa (Rosja), Le Mans Sarthe (Francja), Rhein Energie Kolonia (Niemcy), Prokom Trefl Sopot
Grupa B: Maccabi Elite Tel Awiw (Izrael), Panathinaikos Ateny (Grecja), Unicaja Malaga (Hiszpania), Cibona Zagrzeb (Chorwacja), Olimpija Lublana (Słowenia), Partizan Belgrad (Serbia),Virtus Roma (Włochy), DKV Juventut Badalona (Hiszpania)
Grupa C: CSKA Moskwa (Rosja), Winterthur FC Barcelona (Hiszpania), Benetton Treviso (Włochy), Fernerbace Ulker Stambuł (Turcja), Żalgiris Kowno (Litwa), Pau-Orthez (Francja), Aris Saloniki (Grecja), Eldo Basket Neapol (Włochy)

Autor artykułu: (jaw)

Szansę dostaną inni

Thursday, September 14th, 2006

Piłkarze Lechii spróbują przedłużyć serii drugoligowych meczów bez porażki do pięciu. W ostatnich czterech grach zanotowali dwa zwycięstwa i dwa remisy. W sobotę o godzinie 16 biało-zieloni podejmą na stadionie MOSiR przy ul. Traugutta mające wysokie aspiracje Zagłębie Sosnowiec.
Drużyna z Sosnowca miała słaby początek sezonu. Jednak w ostatnich trzech meczach zdobyła siedem punktów i awansowała na piąte miejsce w tabeli. Gdańszczanie mają jedno “oczko” mniej i sklasyfikowani są na siódmej pozycji.
- Będziemy gryźli trawę, aby osiągnąć nasz cel. W Gdańsku interesuje nas tylko zwycięstwo. Mamy drużynę, która jest skazana na zwycięstwa – mówi Jerzy Dworczyk, trener Zagłębia.
W gdańskim sztabie zdają sobie sprawę z tego, że czeka ich trudne zadanie.
- Zagłębie to dobry i bardzo wymagający przeciwnik – przyznaje Tomasz Borkowski, szkoleniowiec Lechii. – Drużyna z Sosnowca chce walczyć o ekstraklasę, a ostatnio jest na fali. W dodatku za kartki nie będę mógł skorzystać z Pawła Pęczaka i Macieja Kalkowskiego, a do gry wciąż nie są gotowi Sebastian Fechner, Sławomir Wojciechowski i Piotr Cetnarowicz. Szansę dostaną więc inni.
Być może będą mogli zagrać młodzi zawodnicy Rafał Loda i Marcin Pietrowski, a przynajmniej jeden z nich. Pod nieobecność Pęczaka i Fechnera szkoleniowcy mają problem z obsadą prawej obrony.
- Na tej pozycji może zagrać Karol Piątek. Wówczas jego miejsce w drugiej linii zajmie Pietrowski. Może być i tak, że Piątek pozostanie na swojej pozycji, a w obronie zagra wówczas Loda. Na prawej stronie defensywy grywał też Mariusz Pawlak, więc i taki wariant jest brany pod uwagę. Za Kalkowskiego zapewne zagra Krzysiek Rusinek – powiedział nam trener Borkowski.
Do dyspozycji trenerów jest jeszcze jeden młody gracz, Robert Hirsz.
- Robert wiele rzeczy przemyślał i myślę, że wyciągnął wnioski – mówi szkoleniowiec Lechii. – Przywróciłem go do pierwszej drużyny. Prezentuje się dobrze i już wkrótce powinien znaleźć się w meczowej osiemnastce. A kto wie, może tak będzie już w sobotę.
Nadal nie zapadła decyzja, kto stanie między słupkami. Po meczu we Wrocławiu trenerzy mieli duże pretensje do Mateusza Bąka.
- Im dłużej oglądam tę jego interwencję, tym mam mniejsze pretensje. Natomiast, niestety, znowu współudział przy utracie tego gola miał Krzysiek Brede. Nie zmienia to jednak faktu, że Mateusz też popełnił błąd i nadal nie wykluczam zmiany bramkarza na sobotni mecz. Przyglądam się na treningach zarówno Bąkowi jak i Sobańskiemu. Dominik na pewno zagra we wtorkowym meczu Pucharu Polski z Pogonią Szczecin. A czy w sobotę również to się okaże – zapowiedział trener Tomasz Borkowski.
W sobotę o godz. 8.45 w TVP 3 w programie “Sportowy weekend” będzie można obejrzeć reportaż z treningu Lechii i posłuchać, co gdańszczanie sądzą o dwóch najbliższych spotkaniach – ligowym z Zagłębiem i pucharowym z Pogonią.

Autor artykułu: Paweł Stankiewicz